Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komedia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komedia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 maja 2013

Przelotni kochankowie



"I'm So Excited" - pod tym tytułem najnowszy film Pedro Almodóvara zobaczą widzowie anglojęzycznej cześci świata. Do naszym kin jako "Przelotni kochankowie" obraz wchodzi dzisiaj. Are you excited?




Przelotni kochankowie to pasażerowie lotu do Meksyku. Nie jest im jednak dane dotrzeć do celu, bo na skutek niedopatrzenia (zdradzę, że ze strony Antonio Banderasa i Penelope Cruz) i problemów technicznych  samolot musi lądować awaryjnie. W całej Hiszpanii nie ma jednak lotniska, na którym możnaby przeprowadzić niebezpieczny manewr. Wizja rychłej katastrofy i starania trzech zwariowanych stewardów, którzy próbują ostudzić (podgrzać?) atmosferę prowadzą do serii  komicznych wydarzeń.





Almodóvara się kocha albo nienawidzi. Podobnie będzie w przypadku jego najnowszego filmu. Ci, którzy znają twórczość reżysera wiedzą czego się po nim spodziewać. Przygotujmy się więc na serię lekko pikantnych, wulgarnych żartów i dużo gejowskiej załogi. Później będzie tylko lepiej - wesoło i kolorowo. Dla mnie dużym plusem jest to, że akcja filmu praktycznie cały czas toczy się w jednym miejscu - na pokładzie samolotu. Wyraziści bohaterowie skupieni na małej powierzchni to zabawa gwarantowana. Almodóvar do współpracy po raz kolejny zaprosił m.in. Javiera Cámarę, Cecilię Roth czy Lolę Dueñas i przygotował dla nich wspaniałe role. Reżyser przewidział w swoim filmie całą plejadę ciekawych postaci i pozwolił wykazać się swoim aktorom, a ci odwdzięczyli się naprawdę dobrymi występami.




Dla ukojenia nerwów trzech stewardów przygotowuje koktajl "Agua de Valencia" z wszystkich dostępnych napojów alkoholowych. "Przelotni kochankowie" mają w sobie coś z owego drinka. Są mieszanką absurdalnego humoru, postaci i dialogów. Mogą smakować albo nie. Ja proszę o więcej!





Przelotni kochankowie (Los amantes pasajeros) 2012
reż. Pedro Almodóvar
scen. Pedro Almodóvar
wyst. Javier Cámara, Lola Dueñas, Cecilia Roth, Blanca Suárez, Antonio Banderas, Penelope Cruz



fot. listal.com, hoycinema.com





A oto zdjęcia aktorów filmu dla hiszpańskiej edycji magazynu Glamour:



Javier Cámara




Blanca Suárez, Hugo Silva




Miguel Ángel Silvestre




Raúl Arévalo



fot.glamour.es

niedziela, 5 maja 2013

Reality



Luciano to mieszkaniec Neapolu. Pracuje jako sprzedawca ryb, dorabia małymi oszustwami. Jest kochającym mężem i ojcem. Chęć zaimponowania rodzinie sprawia, że bierze udział w castingu do włoskiej edycji "Big Brothera". Program ma przynieść mu sławę i pieniądze. Wybujała wyobraźnia i pewność siebie nie pozwalają Luciano przyjąć do wiadomości innej ewentualności niż dostanie się do reality show.




Film jest  kolorowy, przyciągający wzrok, trochę kiczowaty niczym telewizyjne show. Przedstawia rodzinę Włochów, która lubuje się w krzykliwych kolorach, przebierankach i dobrej zabawie. "Reality" pokazuje wręcz stereotypowo południe Włoch - rozkrzyczane kobiety, rozkapryszone dzieci, mężczyn w obcisłych koszulkach, gwar, radość i dobrą zabawę. Film jest więc nie tylko satyrą na świat programów telewizyjnych, ale przede wszystkim wyśmiewa ludzi nimi zafascynowanych.




Mimo pogodnego charakteru filmu i prześmiewczych zapędów, główny bohater jest postacią troszkę tragiczną. Chęć osiągnięcia sukcesu, nadzieja podsycana przez przypadkowe spotkania zmienia Luciano  i przemienia jego zalety w wady. Z pewnego siebie, przedsiębiorczego faceta staje się  zapatrzonym w siebie kombinatorem. Przygoda z telewizją nie wychodzi mu na dobre. Czasem tak się zdarza. Przygoda z "Reality"  może być jednak dla widza pozytywnym przeżyciem.








Reality 2012
reż. Matteo Garrone
scen. Matteo Garrone, Massimo Gaudioso, Ugo Chiti, Maurizio Braucci
wyst. Aniello Arena, Loredana Simioli, Nando Paone



fot.listal.com

czwartek, 11 kwietnia 2013

Wino truskawkowe



"Wino truskawkowe" to magiczna opowieść o zapomnianej wsi i zapomnianych ludziach. Film urzekł mnie bez reszty. Uwielbiam słodko-gorzkie opowieści, w których z pozoru nie dzieje się nic, a tak naprawdę może się zdarzyć wszystko.




Film Dariusza Jabłońskiego jest adaptacją zbioru opowiadań Andrzeja Stasiuka "Opowieści galicyjskie". Akcja "Wina truskawkowego"  rozgrywa się w Beskidzie Niskim na pograniczu polsko-słowackim.  Młody policjant Andrzej (w tej roli Jiri Machacek), uciekając od wspomnień rodzinnej tragedii, przenosi się do Żłobisk - małej miejscowości, w której może ukryć się przed światem. Bohater szybko zaprzyjaźnia się z miejscowymi. Poznaje traktorzystę, wulkanizatora - ludzi, którzy wydają się niepotrzebni we współczesnym świecie. Ulega też wdziękom tajemniczej Słowaczki Lubicy (Zuzana Fialova), która jest obiektem westchnień połowy męskiej części społeczności. O akcji tego filmu nie trzeba mówić dużo, bo nie wątki są tu najważniejsze. To postaci, ich historie, magia miasteczka, które położone z dala od zgiełku współczesności żyje własnym rytmem. O swojej rodzinnej miejscowości Lubica mówi, że nie ma w niej młodych. Wyjechali do miasta, albo rodzą się starzy. W Żłobiskach jest podobnie. Lata, doświadczenia i przeżycia kształtują mieszkańców. 




"Wino truskawkowe" to klimatyczna opowieść o ludziach, ich wyborach i decyzjach, poszukiwaniu szczęścia, choćby się było już po drugiej stronie. Na klimat filmu składa się muzyka Michała Lorenca i zdjęcia Tomasza Michałowskiego. Idylliczne krajobrazy charakterystyczne są dla miejsca na ziemi, któremu obce są zdobycze techniki, ale nie brakuje w nim pełnokrwistych postaci i ich zachowań przesiąkniętych emocjami: zdrad, miłości, przyjaźni i zbrodni. Tam, gdzie człowiek oddala się od współczesnego świata, zbliża się do siebie i innych. Dobór aktorów, polskich i zagranicznych, pozwolił filmowi rozwinąć skrzydła. Jiri Machacek i Zuzana Fialova pokazują w filmie słowiańskie dusze, porywcze i pełne temperamentu, natomiast polscy aktorzy starszego pokolenia- Jerzy Radziwiłowicz, Marian Dziędziel, Marek Litewka i Lech Łotocki kreują swoje postaci z wielkim zaangażowaniem, dbając o ich wiarygodność. Są to postaci doświadczone przez życie, którym jednak nie brakuje wiary i sił oraz dobrego humoru, aby czasem nawet żartować ze swego położenia. 




Film Jabłońskiego nie zachwyca zwrotami akcji, nieprzewidywalnością wydarzeń, jednak snuta powoli opowieść pozwala na chwilę przenieść się w świat inny: realistyczny, a zarazem magiczny. Wino truskawkowe to nie wytrawny trunek z dobrego rocznika, tylko słodko-kwaśny napój, który jednym może nie smakować, ale dla innych może być kojący.





Wino truskawkowe 2007
reż. Dariusz Jabłoński
scen. Andrzej Stasiuk, Dariusz Jabłoński
wyst. Jiri Machacek, Zuzana Fialova, Marian Dziędziel, Cezary Kosiński, Maciej Stuhr



fot.kino.dlastudenta.pl, kinopodbaranami.pl, stopklatka.pl, film.gazeta.pl

środa, 27 marca 2013

Wspaniała



"Wspaniała" przedstawiana jest jako "Amelia" w czasach "Mad Mena". Zauważyłam, że polscy dystrybutorzy lubują się w porównywaniu i wyszukiwaniu podobieństw. Hasła reklamowe filmów, które wprowadzanie są na ekrany to jednak temat na inne rozważania. Wróćmy do "Wspaniałej". 




Film przedstawia historię młodej dziewczyny z prowincji - Rose, która marzy o czymś więcej niż prowadzenie rodzinnego sklepu i małżeństwie z właścicielem warsztatu samochodowego. Chce być nowoczesną kobietą - podróżować, spotykać się z ludźmi, być samodzielną. Co daje taką możliwość? Praca sekretarki! Wkrótce Louis, szef Rose odkrywa u niej talent do...pisania na maszynie i postanawia przygotować dziewczynę do wzięcia udziału w międzynarodowych mistrzostwach szybkiego pisania.





Na pierwszy rzut oka historia wydaje się lekka, przyjemna i kolorowa. Kilka zabawnych scen i romans rodzący się mniedzy bohaterami mają potęgować ten efekt. Jednak robi się trochę chaotycznie i z lekkości, jak i komediowego nastroju nici. Za nim jednak wytłumaczę, co mam na myśli, kilka słów o pozytywnych stronach. Po pierwsze scenografia i kostiumy. Z ekranu wylewają się na nas obrazy świata lat 50. Wszytsko dopracowane w najmniejszych szczegółach. Stylistyka filmu kojarzy mi się z obrazem Francoisa Ozona "8 kobiet". To dobrze, że film jest solidnie wykonany od tej strony, bo potem jest tylko gorzej.




Zupełnie rozczarowała mnie historia przedstawiona w filmie. Zgodzę się z faktem, że nie jest w ogóle oryginalna (tylko maszyna do pisania jest pewną nowością). Dajmy jednak spokój historii miłosnej. Takie filmy powstawały i będą powstawać. Chodzi mi to o portrety bohaterów. Na początku mamy zagubioną bohaterką, która jednak z każdym dniem robi się bardziej pewna siebie. Szef widzi w niej tylko "dobry materiał" na mistrzynię. Ona jednak zakochuje się w mężczyźnie, który nigdy nie powiedział jej ani jednego miłego słowa. Rose go kocha, on ją rani, upokarza i odchodzi, po czym wraca i mamy happy end. Mam wrażenie, że ostatnio jestem bardzo krytyczna wobec bohaterek filmowych (patrz: Kogel-mogel), ale nic nie mogę na to poradzić, że nie mają za grosz honoru. Nie będę się pastwić nad biedną Rose, bo jakby nie o to tutaj chodzi, ale te dziwne relacje między bohaterami naprawdę okropnie wpływają na odbiór filmu. Wszystkie miłosne perypetie między Rose, Louisem i jeszcze jego dawną miłością naprawdę są przytłaczające. Scenarzyści nie mogą się zdecydować kto w tym układzie ma być bardziej obojętny, a kto zabiegający. W efekcie wychodzi romantyczna papka. I nawet emocjonująca walka o tytuł mistrzyni pisania na klawaiturze niewiele tu pomaga.




Mam wrażenie, że temat na przyjemną komedię się zmarnował. Zabrakło lekkości i komediowego luzu. Wystarczyła mniej skomplikowana relacja, więcej optymizmu u bohaterów i powstałaby (nie)banalna historia. Może wtedy rzeczywiście możnaby porównywać ją do "Amelii", a tak...no cóż, nie ma o czym mówić.






Wspaniała (Populaire) 2012
reż. Regis Roinsard
scen. Regis Roinsard, Daniel Presley, Romain Compingt
wyst. Romain Duris, Deborah Francois, Berenice Bejo




fot. listal.com

środa, 5 grudnia 2012

Śpiewając w deszczu


"Deszczowa piosenka" to mój ulubiony film. Ulubiony, ukochany, cudowny, wspaniały za każdym razem. Pierwszy raz widziałam go stosunkowo niedawno. Poznałam go dzięki mojej kuzynce. Myślę, że od tego filmu zaczęła się moja fascynacja starymi musicalami i starymi filmami w ogóle. Jeśli komuś nie spodoba się "Deszczowa piosenka" to chyba nie ma co liczyć, że jakiś musical go zachwyci. Oczywiście chodzi to przede wszystkim o musicale lat 40. i 50. pełne radosnych piosenek i stepowania. Tego w "Deszczowej piosence" nie brakuje.



Film opowiada historię gwiazdy kina niemego Dona Lockwooda (Gene Kelly). Don i jego ekranowa partnerka Lina Lamont stanowią najgorętszą parę kina i są niezawodną receptą na sukces każdego filmu. Sytuacja ta zmienia się niespodziewanie wraz z wprowadzeniem dźwięku, gdy okazuje się, że panna Lamont nie do końca odnajduje się w nowej roli.




Film zachwyca musicalowymi aranżacjami. Chyba nie ma osoby, która chociaż raz pod nosem nie nuciłaby przeboju "Singin' in the rain". Zdaję sobie sprawę, że większość osób kojarzy go przede wszystkim z reklam. Ostatnio kolejna piosenka z filmu ("Good morning") pojawiła się w telewizji w spocie o...parówkach! Dość już może o reklamach, bo wierzcie mi, piosenki w "Deszczowej piosence" brzmią  o niebo lepiej :). Uwielbiam Gene'a Kelly'ego, który pokazuje, że stepowanie to nie tylko kilka nudnych kroków. Jego głos, mimika i zawadiacki uśmiech doskonale pasują do filmowego amanta, w którego się wciela. Film jest zabawny, uroczy i idealny na mroźne popołudnie.




Deszczowa piosenka (Singing' in the Rain) 1952
reż. Stanley Donen, Gene Kelly
scen. Betthy Comden, Adolph Green
wyst. Gene Kelly, Donald O'Connor, Debbie Reynolds, Jean Hagen


fot. listal.com

środa, 14 listopada 2012

Kochankowie z Księżyca


"Kochankowie z Księżyca" to najnowsze dzieło Wesa Andersona. Mam w planach przybliżenie tej postaci, jednak warto powiedzieć parę słów o jego filmach i stylu, zanim odniosę się do "Kochanków...". Wes Anderson jest twórcą kina autorskiego, tak charakterystycznego, że jego filmy albo się kocha, albo nienawidzi. Nie ma w tym przesady. Na pierwszy rzut oka filmy Andersona są po prostu dziwaczne. Dziwaczne postaci, najczęściej outsiderzy, neurotycy, ludzie z problemami. Dziwaczne są też historie: klany geniuszy, podwodne wyprawy. Gdy się jednak przyjrzymy, zobaczymy, że Anderson konsekwentnie kreuje świat, w którym nie ma miejsca na przypadek. 


Świat ten dopracowany jest w najdrobniejszych szczegółach. Widać to we wnętrzach, ubiorze, ale przede wszystkim w zachowaniu bohaterów. Postacie z filmów Andersona żyją w swojej rzeczywistości, kultywują swoje tradycje, mają przyzwyczajenia, własne zwyczaje i ani myślą z nich rezygnować. Wydają się dziwakami, ale kto z nas nie ma swoich rytuałów. U Andersona wszyscy żyją własnym życiem i nie próbują dopasować się do otaczającego ich świata. Reżyser "działa" na takiej samej zasadzie. Robi filmy po swojemu i chwała mu za to!



"Kochankowie z Księżyca" to opowieść o romantycznej ucieczce zakochanej pary... dwunastolatków. Sam jest skautem, Suzy córką prawników. Oboje sprawiają problemy, nie mogą znaleźć przyjaciół, sprostać oczekiwaniom. Postanawiają więc uciec i odnaleźć własne miejsce na ziemi. Oprócz rodziców Suzy, uciekinierów szukają też miejscowy komendant policji, przełożony zastępu skautów i pracownica opieki społecznej. Suzy i Sam zrobią wszystko by nie dać się rozdzielić.


Wes Anderson nie zawiódł. Po raz kolejny wykreował wspaniały, nieco magiczny świat dopracowany w każdym calu. Piękne są tu kostiumy, wnętrza, krajobrazy. Uwielbiam też sposób w jak Wes kieruje kamerą. Widz ma wrażenie, że podgląda rzeczywistość jak domek dla lalek, albo wkrada się z lornetką w świat bohaterów. Zresztą lornetka w tym filmie odgrywa pewną rolę. Jeśli chodzi o aktorów to w filmie występuje plejada amerykańskich gwiazd. Anderson po raz kolejny zaprosił do współpracy Billa Murray'a i Jasona Schwartzmana, choć tego ostatniego w epizodycznej roli. Poza tą dwójką w filmie widzimy też też Bruce'a Willisa, Edwarda Nortona, czy Tildę Swinton. 


Pierwsze skrzypce grają jednak Jared Gilman i Kara Hayward. To właśnie ta dwójka wcieliła się w parę dzieci z "dorosłymi" problemami. Ich ucieczka uzmysławia dorosłym, że powinni być lepszymi rodzicami, przełożonymi, pracownikami. Pokazuje też, że chociaż nawet jeśli bardzo się staramy, czasem coś nam nie wychodzi, Jak każdy poprzedni film Andersona "Kochankowie z Księżyca" to słodko-gorzka świetnie skonstruowana opowieść. W trakcie napisów końcowych możemy usłyszeć utwór wykonywany przez orkiestrę symfoniczną. Początkowo każdy instrument gra swoją partię, następnie słyszymy połączenie dźwięków. Tak właśnie skonstruowane są filmy Andersona. Pojedyncze instrumenty wydobywają dźwięki, które układają się w harmonijną całość. "Dziękujemy za wysłuchanie koncertu". 




Kochankowie z Księżyca (Moonrsie Kingdom) 2012
reż. Wes Anderson
scen. Wes Anderson, Roman Coppola
wyst. Bill Murray, Bruce Willis, Edward Norton, Frances McDormand, Jason Schwartzman, Tilda Swinton, Jared Gilman, Kara Hayward


fot. americanfilmfestival.pl listal.com