Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W kinach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W kinach. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 maja 2013

Przelotni kochankowie



"I'm So Excited" - pod tym tytułem najnowszy film Pedro Almodóvara zobaczą widzowie anglojęzycznej cześci świata. Do naszym kin jako "Przelotni kochankowie" obraz wchodzi dzisiaj. Are you excited?




Przelotni kochankowie to pasażerowie lotu do Meksyku. Nie jest im jednak dane dotrzeć do celu, bo na skutek niedopatrzenia (zdradzę, że ze strony Antonio Banderasa i Penelope Cruz) i problemów technicznych  samolot musi lądować awaryjnie. W całej Hiszpanii nie ma jednak lotniska, na którym możnaby przeprowadzić niebezpieczny manewr. Wizja rychłej katastrofy i starania trzech zwariowanych stewardów, którzy próbują ostudzić (podgrzać?) atmosferę prowadzą do serii  komicznych wydarzeń.





Almodóvara się kocha albo nienawidzi. Podobnie będzie w przypadku jego najnowszego filmu. Ci, którzy znają twórczość reżysera wiedzą czego się po nim spodziewać. Przygotujmy się więc na serię lekko pikantnych, wulgarnych żartów i dużo gejowskiej załogi. Później będzie tylko lepiej - wesoło i kolorowo. Dla mnie dużym plusem jest to, że akcja filmu praktycznie cały czas toczy się w jednym miejscu - na pokładzie samolotu. Wyraziści bohaterowie skupieni na małej powierzchni to zabawa gwarantowana. Almodóvar do współpracy po raz kolejny zaprosił m.in. Javiera Cámarę, Cecilię Roth czy Lolę Dueñas i przygotował dla nich wspaniałe role. Reżyser przewidział w swoim filmie całą plejadę ciekawych postaci i pozwolił wykazać się swoim aktorom, a ci odwdzięczyli się naprawdę dobrymi występami.




Dla ukojenia nerwów trzech stewardów przygotowuje koktajl "Agua de Valencia" z wszystkich dostępnych napojów alkoholowych. "Przelotni kochankowie" mają w sobie coś z owego drinka. Są mieszanką absurdalnego humoru, postaci i dialogów. Mogą smakować albo nie. Ja proszę o więcej!





Przelotni kochankowie (Los amantes pasajeros) 2012
reż. Pedro Almodóvar
scen. Pedro Almodóvar
wyst. Javier Cámara, Lola Dueñas, Cecilia Roth, Blanca Suárez, Antonio Banderas, Penelope Cruz



fot. listal.com, hoycinema.com





A oto zdjęcia aktorów filmu dla hiszpańskiej edycji magazynu Glamour:



Javier Cámara




Blanca Suárez, Hugo Silva




Miguel Ángel Silvestre




Raúl Arévalo



fot.glamour.es

niedziela, 5 maja 2013

Reality



Luciano to mieszkaniec Neapolu. Pracuje jako sprzedawca ryb, dorabia małymi oszustwami. Jest kochającym mężem i ojcem. Chęć zaimponowania rodzinie sprawia, że bierze udział w castingu do włoskiej edycji "Big Brothera". Program ma przynieść mu sławę i pieniądze. Wybujała wyobraźnia i pewność siebie nie pozwalają Luciano przyjąć do wiadomości innej ewentualności niż dostanie się do reality show.




Film jest  kolorowy, przyciągający wzrok, trochę kiczowaty niczym telewizyjne show. Przedstawia rodzinę Włochów, która lubuje się w krzykliwych kolorach, przebierankach i dobrej zabawie. "Reality" pokazuje wręcz stereotypowo południe Włoch - rozkrzyczane kobiety, rozkapryszone dzieci, mężczyn w obcisłych koszulkach, gwar, radość i dobrą zabawę. Film jest więc nie tylko satyrą na świat programów telewizyjnych, ale przede wszystkim wyśmiewa ludzi nimi zafascynowanych.




Mimo pogodnego charakteru filmu i prześmiewczych zapędów, główny bohater jest postacią troszkę tragiczną. Chęć osiągnięcia sukcesu, nadzieja podsycana przez przypadkowe spotkania zmienia Luciano  i przemienia jego zalety w wady. Z pewnego siebie, przedsiębiorczego faceta staje się  zapatrzonym w siebie kombinatorem. Przygoda z telewizją nie wychodzi mu na dobre. Czasem tak się zdarza. Przygoda z "Reality"  może być jednak dla widza pozytywnym przeżyciem.








Reality 2012
reż. Matteo Garrone
scen. Matteo Garrone, Massimo Gaudioso, Ugo Chiti, Maurizio Braucci
wyst. Aniello Arena, Loredana Simioli, Nando Paone



fot.listal.com

środa, 1 maja 2013

Imagine



"Imagine" to historia Iana, który przybywa do Lizbony, by pomagać dzieciom w ośrodku dla niewidomych. Mężczyzna stara się pokazać uczniom swój sposób radzenia sobie z niepełnosprawnością. Jego najważniejszym celem jest jednak przekonanie podopiecznych, że świat można oglądać za pomocą słuchu, a osoby niewidome nie muszą być skazane na życie z laską do pomocy przy boku.  




"Imagine" to film dający do myślenia. Często powtarzany zwrot mówi bowiem, że ludzie, którzy widzą nie mają problemów ze wzrokiem patrzą, ale nie widzą. Dlatego film stara się zwrócić uwagę przede wszystkim na otaczające nas dźwięki. Słyszymy to, co słyszą bohaterowie: krople wody, stukanie obcasów, skrzypienie drzwi. To wyostrzenie dźwięków powoduje, że film staje się autentyczny. Możemy na chwilę zamknąć oczy, bo reżyser przekonuje nas, że obraz nie jest konieczny do odbierania świata. W "Imagine" ciekawe są również zdjęcia - utrzymane w jednaj tonacji, dominują ciepłe, słoneczne barwy. Jest to bardzo przemyślany zabieg, nie ma tu bowiem nadmiaru barw, rozpraszających kolorów. Nie ma, bo nie potrzeba.




"Imagine" to piękna historia, która sprawia, że po wyjściu z kina choć przez chwilę chcemy w pełni odbierać świat: patrzeć, widzieć i słyszeć.




Imagine 2012
reż. Andrzej Jakimowski
scen. Andrzej Jakimowski
wyst.Aleksandra Maria Lara, Edward Hogg, Francis Frappat, Melchior Derouet



fot.kinoteka.pl, kino.dlastudenta.pl,wprost.pl

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Donoma



"Donoma" otrzymała Nagrodę Publiczności 12. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty. Zrealizowany (ponoć) za 150 euro film jest obrazem relacji między mieszkańcami przedmieść Paryża.




"Donoma" to opowieśc o ludziach, których losy nieustannie przeplatają się ze sobą. Młoda kobieta postanawia zaangażować się w związek na własnych zasadach, wybrany przez nią mężczyzna właśnie rozstał się z kobietą, której przyjaciółka wdaje się w romans z uczniem. Jego dziewczyna, zagorszała ateistka zaczyna doświadczać cudów.




"Donoma" była dla mnie łatwa w odbiorze: trudna tematyka, skomplikowane relacje i kamera prowadzona w niecodzienny sposób. Film był po prostu nierówny. Przykuwał uwagę, aby za chwilę nudzić. Momentami nie mogłam wysiedzieć na miejscu. Mimo to, w ogólnym rozrachunku film był dobry. Skupiał się na relacjach ludzi, którzy codziennie stykali się ze sobą, żyli w jednym środowisku, a mimo to nie potrafili zupełnie zrozumieć potrzeb i uczuć innych. Bohaterowie "Donomy" to egoiści. Wszyscy skupiali się wyłącznie na sobie, próbując podporządkować sobie innych. Gdy coś nie szło po ich myśli, lub ktoś wypowiedział na ich temat własną opinię, potrafili buntować się, krzyczeć i krzywdzić. Nie chcę analizować kolejnych wątków filmu, bo uważam, że każdy będzie miał swoją interpretację. Ja wciąż nie jestem pewna co do mojej. Świadczy to o tym, że nie można przejść obok "Donomy" obojętnie, czy ubrać w pewne ramy. Ilu widzów, tyle interpretacji i chyba na tym to właśnie miało polegać.






Donoma 2010
reż. Djinn Carrenard
scen. Djinn Carrenard
wyst.Vincente Perez, Laetitia Lopez, Salome Blechmans, Sekouba Doucoure, Emilia Derou-Bernal



fot.listal.com, movieposterdb.com, culturopoing.com

niedziela, 7 kwietnia 2013

Polowanie



"Polowanie" opowiada historię nauczyciela - Lucasa, który zostaje oskarżony przez córkę swojego najlepszego przyjaciela o molestowanie seksualne. Mimo braku dowodów i niejasnego oskarżenia nikt nie wierzy w jego niewinność. Przypadkowe kłamstwo niszczy mu życie.




Film  Thomasa Vinterberga skupia się wokół motywu polowania, które w tym wypadku oznacza ataku na niesłusznie oskarżonego. Reżyser nie skupia się na niewinności głównego bohatera. Wiemy, że tak jest choć sam bohater tylko raz mówi wprost, że nie zrobił tego, co mu się przypisuje. Być może dlatego, że tylko winny się tłumaczy. Akcja filmu koncentruje się więc wokół nagonki na Lucasa. Niejasne oskarżenia stają się przyczyną wyobcowania i agresji. Nikt nie stara się zrozumieć bohatera, dowiedzieć się czegokolwiek o motywach oskarżenia, a tym bardziej spróbować dowieść jego niewinności. Zarzut molestowania seksualnego, szczególnie wobec dzieci to bardzo trudna kwestia, a przekonanie, że dzieci w takiej kwestii nie kłamią sprawia, że społeczność nie może zostać bezstronna. 




Przez cały czas trwania film zachęca do refleksji. Sprzyjają temu długie ujęcia i niespiesznie prowadzona fabuła. Nie ma tu zwrotów akcji. Śledzimy poczynania bohaterów w surowej duńskiej scenerii, która dodatkowo potenguje samotnośc i strach. W takich realiach głownemu bohaterowi przyszło zmierzyć się z lawiną oskarżeń, która z dnia na dzień przybiera na sile. W rolę nauczyciela wcielił się Mads Mikkelsen, który za swój występ otrzymał Złotą Palmę na ubiegłorocznym festiwalu w Cannes. Gra on człowieka, który w swojej walce jest sam i musi zwrócić się przeciw całemu światu. Z drugiej strony widzimy małą dziewczynkę - Klarę, która chroniona przez wszystkich wpada w pułapkę i sama nie wie, czy kłamie czy mówi prawdę. Te dwie postaci już dokońca zostaną naznaczone przez to wydarzenie. Łatki kata i ofiary nie da się tak łatwo odkleić.






Polowanie (Jagten) 2012
reż. Thomas Vinterberg
scen. Thomas Vinterberg, Tobias Lindholm
wyst. Mads Mikkelsen, Thomas Bo Larsen, Annika Wedderkopp




fot.listal.com

środa, 27 marca 2013

Wspaniała



"Wspaniała" przedstawiana jest jako "Amelia" w czasach "Mad Mena". Zauważyłam, że polscy dystrybutorzy lubują się w porównywaniu i wyszukiwaniu podobieństw. Hasła reklamowe filmów, które wprowadzanie są na ekrany to jednak temat na inne rozważania. Wróćmy do "Wspaniałej". 




Film przedstawia historię młodej dziewczyny z prowincji - Rose, która marzy o czymś więcej niż prowadzenie rodzinnego sklepu i małżeństwie z właścicielem warsztatu samochodowego. Chce być nowoczesną kobietą - podróżować, spotykać się z ludźmi, być samodzielną. Co daje taką możliwość? Praca sekretarki! Wkrótce Louis, szef Rose odkrywa u niej talent do...pisania na maszynie i postanawia przygotować dziewczynę do wzięcia udziału w międzynarodowych mistrzostwach szybkiego pisania.





Na pierwszy rzut oka historia wydaje się lekka, przyjemna i kolorowa. Kilka zabawnych scen i romans rodzący się mniedzy bohaterami mają potęgować ten efekt. Jednak robi się trochę chaotycznie i z lekkości, jak i komediowego nastroju nici. Za nim jednak wytłumaczę, co mam na myśli, kilka słów o pozytywnych stronach. Po pierwsze scenografia i kostiumy. Z ekranu wylewają się na nas obrazy świata lat 50. Wszytsko dopracowane w najmniejszych szczegółach. Stylistyka filmu kojarzy mi się z obrazem Francoisa Ozona "8 kobiet". To dobrze, że film jest solidnie wykonany od tej strony, bo potem jest tylko gorzej.




Zupełnie rozczarowała mnie historia przedstawiona w filmie. Zgodzę się z faktem, że nie jest w ogóle oryginalna (tylko maszyna do pisania jest pewną nowością). Dajmy jednak spokój historii miłosnej. Takie filmy powstawały i będą powstawać. Chodzi mi to o portrety bohaterów. Na początku mamy zagubioną bohaterką, która jednak z każdym dniem robi się bardziej pewna siebie. Szef widzi w niej tylko "dobry materiał" na mistrzynię. Ona jednak zakochuje się w mężczyźnie, który nigdy nie powiedział jej ani jednego miłego słowa. Rose go kocha, on ją rani, upokarza i odchodzi, po czym wraca i mamy happy end. Mam wrażenie, że ostatnio jestem bardzo krytyczna wobec bohaterek filmowych (patrz: Kogel-mogel), ale nic nie mogę na to poradzić, że nie mają za grosz honoru. Nie będę się pastwić nad biedną Rose, bo jakby nie o to tutaj chodzi, ale te dziwne relacje między bohaterami naprawdę okropnie wpływają na odbiór filmu. Wszystkie miłosne perypetie między Rose, Louisem i jeszcze jego dawną miłością naprawdę są przytłaczające. Scenarzyści nie mogą się zdecydować kto w tym układzie ma być bardziej obojętny, a kto zabiegający. W efekcie wychodzi romantyczna papka. I nawet emocjonująca walka o tytuł mistrzyni pisania na klawaiturze niewiele tu pomaga.




Mam wrażenie, że temat na przyjemną komedię się zmarnował. Zabrakło lekkości i komediowego luzu. Wystarczyła mniej skomplikowana relacja, więcej optymizmu u bohaterów i powstałaby (nie)banalna historia. Może wtedy rzeczywiście możnaby porównywać ją do "Amelii", a tak...no cóż, nie ma o czym mówić.






Wspaniała (Populaire) 2012
reż. Regis Roinsard
scen. Regis Roinsard, Daniel Presley, Romain Compingt
wyst. Romain Duris, Deborah Francois, Berenice Bejo




fot. listal.com

czwartek, 14 marca 2013

Sugar Man



"Sugar Man" to film dokumentalny, który w tym roku zdobył wszystkie możliwe nagrody w swojej kategorii. Nic dziwnego, bo to wspaniała filmowa opowieść tak niesamowita, że trudno uwierzyć iż zdarzyła się naprawdę. 

Film Malika Bendjelloul opowiada historię muzyka Rodrigueza, który wydał w Ameryce dwie płyty na początku lat 70. Wróżono mu wielki sukces, jego teksty i muzyka przypadły producentom do gustu, jednak szybko okazało się, że nie zdobyły popularności na jaką liczono. Rodriguez stał się jednym z zapomnianych artystów i zapewne nikt nigdy by o nim więcej nie usłyszał, gdyby nie przywieziona do RPA płyta, która szybko stała się najpopularniejszym albumem, a teksty i piosenki - głosem pokolenia.





"Sugar Man" to naprawdę dobry dokument. Świetnie przemyślany i nakręcony. Muzyka odgrywa tu jednak największą rolę. W trakcie seansu, w miarę z zapoznawaniem się z twórczością Rodrigueza nie trudno się dziwić dlaczego artysta odniósł wielki sukces w Republice Południowej Afryki. Dlaczego nie udało się w Ameryce to już inna sprawa. 

Nie chcę zdradzać więcej, choć nie trudno się domyślić jak taka historia może się skończyć. Gdyby był to film fabularny, nikt by nie uwierzył w taki bieg wydarzeń. To zdarzyło się jednak naprawdę. Mam wrażenie, że dla takich historii robi się filmy. Pięknych, wzruszających, prawdziwych. Polecam wszystkim, którzy mają możliwość zobaczyć ten film.






Sugar Man (Searching for Sugar Man) 2012
reż. Malik Bendjelloul
scen. Malik Bendjelloul




fot.listal.com

niedziela, 3 lutego 2013

Nędznicy



Na ten film czekałam z niecierpliwością. Śledziłam ciekawostki z planu, oglądałam kolejne zdjęcia i szukałam informacji. Odliczałam dni do polskiej premiery. Nareszcie nadszedł ten dzień, gdy mogłam zasiąść w sali kinowej, by zobaczyć (tak wtedy myślałam) największe musicalowe widowisko ostatnich lat. Oj, jak się srogo rozczarowałam...




"Nędznicy" to historia byłego więźnia, Jeana Valjeana, który postanawia zapomnieć o dawnym życiu  i zmienia swoją tożsamość łamiąc tym samym warunki zwolnienia. Od tej pory pomaga ludziom doświadczonym przez los. Na łożu śmierci obiecuje młodej kobiecie zająć się jej córką. Dzięki opiece nad Cosette odnajduje sens życia i uczy się miłości. Los nie jest jednak dla niego łaskawy. Każdy jego krok śledzi bowiem inspektor Javert, który stawia sobie za cel doprowadzenie Jeana ponownie za kratki.




Smutno mi to przyznać, ale dawno w kinie nie nudziłam się tak jak na seansie "Nędzników". Jest to tym bardziej dziwne, że uwielbiam wszelkiego rodzaju musicale i wystarczy, że w filmie zaczną śpiewać, a ja już jestem na tak. Wciąż zastanawiam się, co tutaj nie zagrało tak jak należy. Tom Hooper postanowił zrealizować klasyczny musical z piosenkami śpiewanymi przez aktorów na żywo, podczas kręcenia scen. Ograniczył też dialogi do minimum, czyli praktycznie usunął je z filmu i chyba to pogrążyło "Nędzników". Obraz trwa prawie trzy godziny, ale okazuje się, że to i tak za krótko, by stworzyć kompletną historię. Odniosłam wrażenie, że sceny następują po sobie bez ładu i składu, a piosenki nie oddają wystarczająco emocji i osobowości bohaterów, przynajmniej tych głównych. To razi najbardziej - brak głębi postaci. Nie potrafię w ogóle określić jakim bohaterem jest Jean Valjean. Jego przemiana następuje w kilka minut i trudno mówić o ukazaniu charakteru tego bohatera. To samo tyczy się Fantine granej przez Anne Hathaway. Nie rozumiem zachwytów nad jej rolą. Za ścięcie włosów i jedną dobrze wykonaną piosenkę nie dałabym jej Oscara i mam nadzieję, że Akademia będzie tego samego zdania.




Mogło być tak pięknie. Pod względem zdjęć i scenografii filmowi nie można nic zarzucić. Film oddaje klimat Francji po rewolucji, żyjącej nadzieją przemian, które nie nadchodziły. Wielki rozmach nie idzie  jednak w parze z jakością. Filmowi nie pomogło nazwisko reżysera, ani nawet gwiazdorska obsada, której nie można zarzucić braku zdolności aktorskich i wokalnych. Coś poszło nie tak i oto moje pierwsze tegoroczne kinowe rozczarowanie.






Nędznicy (Les Miserables) 2012

reż. Tom Hooper
scen. William Nicholson
wyst. Hugh Jackman, Russell Crowe, Anne Hathaway, Amadna Seyfried, Eddie Redmayne, Helena Bohnam Carter, Sasha Baron Cohen




fot. listal.com

niedziela, 20 stycznia 2013

Django



"Django" pretenduje do mojego ulubionego filmu roku i naprawdę nie szkodzi, że jest to pierwszy film, który widziałam w kinie w 2013. Mój kinowy sezon zaczął się rewelacyjnie i aż nie mogę się doczekać co będzie dalej! 




"Django" to historia niewolnika, który zostaje wykupiony i staje się wolnym człowiekiem dzięki dentyście - doktorowi Schultzowi, który bynajmniej nie zajmuje się leczeniem zębów. Schultz zmienił profesję i jako łowca nagród przemierza Południe w poszukiwaniu złoczyńców. Django ma pomóc w wytropieniu swoich dawnych "pracodawców". Współpraca zamienia się w przyjaźń i wkrótce Django i dr. Schultz wyruszają odnaleźć żonę tego pierwszego, która służy na plantacji Calvina Candy.




Wierzcie mi, film jest o wiele ciekawszy niż mogłoby się wydawać po przeczytaniu opisu. Owszem, konwencja jest jak najbardziej westernowa. Jest Dobry, Zły i Brzydki, i czasem nie wiadomo jaki kto jest (Brzydki to już kwestia gustu :). Nie obeszło się też bez typowych saloonów, nauki strzelania i przemierzania prerii. "Django" to pastisz, ale przede wszystkim hołd złożony gatunkowi. Dbałość o szczegóły, kostiumy i klimat Południa Ameryki przed Wojną Secesyjną jest imponująca. Tarantino po raz kolejny rozlicza się z historią w swoim stylu. Nie ma tu utartych schematów, do których przywykliśmy. Jest za to humor, dobre dialogi, przepiękne zdjęcia i wspaniała muzyka. Same ochy i achy, ale wierzcie - naprawdę tak jest! Służące nakrywające do stołu, krew tryskająca na pole bawełny, napisy wprowadzające do filmu jak w "Przeminęło z wiatrem" - szczegóły mnie zachwycały.




"Django" to przede wszystkim aktorstwo na najwyższym poziomie. Film powinien dostać nagrodę za najlepszą obsadę filmową. Waltz i DiCaprio wręcz pojedynkują się na rolę i obaj wychodzą z tej konfrontacji zwycięsko. Tarantino już po raz drugi zaufał Christophowi Waltzowi i z pewnością nie żałuje. Aktor jest ozdobą jego filmów. Za "Bękarty wojny" zgarnął wszystkie najważniejsze nagrody,a Złoty Glob za "Django" już zdobi jego kolekcję. Jeśli mowa o aktorach to warto zwrócić uwagę na scenę, w której tytułowy bohater przedstawia się i literuje swoje imię. Zwraca się wtedy do postaci granej przez Franco Nero, który w 1966 wcielał się w postać Django w klasycznym spagetti westernie. Małe mrugnięcie okiem do widza. Po parę dodatkowych ciekawostek z planu odsyłam do wywiadu Jamie Foxx'a w programie Ellen DeGeneres.










Quentin Tarantino mówi, że swoim najnowszym filmem starał się wytoczyć nowy szlak wśród opowieści o niewolnictwie w Ameryce. Trzeba przyznać, że jego podejście jest nowatorskie. Reżyser przyznał też, że nie miał zamiaru robić filmu o zemście, ani tym bardziej komedii o niewolnikach. Mamy więc dramat utrzymany w konwencji spagetti westernu z elementami komediowymi. Nie? Niech każdy osądzi sam, ale ja tą wybuchową mieszankę mogę polecić z czystym sumieniem.





Django (Django Unchained) 2012
reż. Quentin Tarantino
scen. Quentin Tarantino
wyst. Jamie Foxx, Christoph Waltz, Leonardo DiCaprio, Samuel L. Jackson, Kerry Washington





fot. listal.com

sobota, 22 grudnia 2012

Operacja Argo



Niebezpieczna akcja, ryzykowny pomysł, napięcie i szczęśliwe zakończenie, a na dodatek całość oparta na faktach. Takimi filmami karmi się Ameryka.




"Operacja Argo" opowiada historię amerykańskich dyplomatów, którym udało się uciec z oblężonej ambasady podczas przewrotu w Iranie w 1979 roku. Odnaleźli oni schronienie w placówce dyplomatycznej Kanady, jednak wszyscy zdawali sobie sprawę, że ich odnalezienie to tylko kwestia czasu. Wśród wielu pomysłów ich odbicia zrealizowany został  najbardziej szalony- udawali ekipę filmową, która przyjechała do Iranu szukać plenerów do nowego filmu.




"Argo" jest filmem przesiąkniętym hollywoodzkimi schematami, jednak nie oznacza to, że jest obrazem złym. Przeciwnie, od początku trzyma w napięciu, mimo iż szczęśliwe zakończenie da się przewidzieć jeszcze przed seansem filmowym. Dobry scenariusz i dialogi to także duży plus filmu. Wiemy jak się skończy, jednak wiercimy się w fotelu przez cały czas. Ponadto scenarzysta serwuje nam porcję żartów i rozrywki, bo "Argo" to też satyra na układy i system działania Hollywood. W ludzi z Fabryki Snów wcielają się Alan Arkin oraz John Goodman, którzy są przebojem hollywoodzkiego wątku filmu. Ben Affleck, który nie tylko wcielił się w główną postać agenta CIA, ale i stanął za kamerą może być z siebie dumny. "Operacja Argo" to dobry film, o czym świadczą nominacje i pierwsze nagrody filmowe na jego koncie.





Operacja Argo (Argo) 2012
reż. Ben Affleck
scen. Chris Terrio
wyst. Ben Affleck, Alan Arkin, John Goodman, Victor Garber, Bryan Cranston, Tate Donovan



fot. listal.com


środa, 19 grudnia 2012

Anna Karenina



Przedstawiam jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier tego roku - "Annę Kareninę". Wyczekiwaną z wielu powodów. Po pierwsze bardzo lubię filmy kostiumowe. Po drugie bardzo lubię Keirę Knightley. Po trzecie bardzo lubię Keirę Knightley w filmach kostiumowych. A jeszcze gdy całość reżyserowana jest przez Joe Wrighta to już w ogóle...aach! Tak na poważnie to rzeczywiście efekty pracy duetu Knightley-Wright jeszcze nigdy mnie nie zawiodły. Reżyser i aktorka pracowali razem przy okazji "Dumy i uprzedzenia" oraz "Pokuty". Oba tytuły plasują się wysoko w moich rankingach, więc "Anny Kareniny" nie mogłam przegapić.




"Anna Karenina" to adaptacja powieści Lwa Tołstoja. Film opowiada historię niespodziewanej miłości, która rodzi się między arystokratką Anną, żoną statecznego urzędnika, a młodym oficerem Aleksym Wrońskim. Łączy ich namiętność, która w odczuciu wielu nie powinna się wydarzyć.




Przeczytałam ostatnio, że Lew Tołstoj postaci Anny nie lubił. Faktycznie, ma to odzwierciedlenie w książce, gdzie wyraźnie ukazana jest choćby pogarda społeczeństwa i jej wpływ na Kareninę. Nie ma się czemu dziwić, Anna Karenina nie należy przecież do pozytywnych bohaterek. Joe Wright wydobył jednak z postaci kobietę silną i odważną, a przy tym zasługującą na współczucie. Anna jest pewna swoich uczuć, wybiera drogę, którą chce iść nie oglądając się na innych, jednak w pewnym momencie ciężar decyzji ją przytłacza. Wright jej nie ocenia. Wright opowiada jej historię.




To co zaskakuje w filmie, to koncepcja w jakiej został on przedstawiony. Już od pierwszej sceny widzimy, że akcja toczy się w teatrze. Nie ma tu zbyt wielu plenerów, zgiełku moskiewskich ulic. Wszystko dzieje się na teatralnych deskach, a scenografia zmieniania są niczym dekoracje w przedstawieniach. Na początku wydaje się to dziwne, ale później odkrywamy zalety tego zabiegu. Według mnie uchronił on "Annę Kareninę" przed "nadęciem" typowym dla niektórych kostiumowych filmów.

Mam wrażenie, że filmowi czegoś brakuje, lecz nie mogę tego jednoznacznie określić. Nie wiem czy są to braki w fabule, ukazaniu relacji między bohaterami, czy może zbyt mało dramatyzmu jakiego oczekuje się od tego typu historii. Mimo wszystko nowa wersja "Anny Kareniny" to film warty obejrzenia, bo Joe Wright pokazuje po raz kolejny, że potrafi kręcić filmy kostiumowe.




Anna Karenina 2012
reż. Joe Wright
scen. Tom Stoppard
wyst. Keira Knightley, Aaron Taylor-Johnson, Jude Law, Matthew MacFadyen, Kelly MacDonald


fot.listal.com

sobota, 24 listopada 2012

Samsara




"Samsara" to dokument, który powstawał przez pięć lat w dwudziestu pięciu krajach na pięciu kontynentach. Tworzą go wyłącznie obrazy i muzyka. Nie pada tu ani jedno słowo, a mimo to film jest bardzo wymowny. Ukazuje on różnorodność świata, jego zmienność, piękno: krajobrazy, ludzi, społeczności, obrzędy, zwyczaje. 




Film zabiera nas w miejsca, których pewnie nigdy nie uda nam się zobaczyć. Nie chodzi tu tylko o cuda natury i krajobrazy. Oprócz pięknych zakątków planety, dokument pozwala nam przyjrzeć się z bliska  miejscom kultu różnych religii, wnętrzom fabryk, dzielnic biedy. Najważniejszą rolę w filmie odgrywają  jednak ludzie: ich zwyczaje, praca, rozrywka - codzienność inna dla każdego.




"Samsara" pozwala na parę chwil oderwać się od rzeczywistości oraz spojrzeć na różne rzeczy z innej perspektywy. Obrazy nie mają komentarza, pozwala to na subiektywny odbiór i ocenę ukazywanych sytuacji i problemów, a poruszane są m. in. kwestie religijne, seksualność czy konsumpcjonizm. Nie chodzi o to, żeby wyjść z kina i diametralnie zmienić swoje życie, ale warto się przez chwilę zastanowić jaki jest nasz stosunek do świata.








Samsara 2011
reż. Ron Fricke
scen. Ron Fricke, Mark Magidson



fot. listal.com