Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ulubione. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ulubione. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 kwietnia 2013

Wino truskawkowe



"Wino truskawkowe" to magiczna opowieść o zapomnianej wsi i zapomnianych ludziach. Film urzekł mnie bez reszty. Uwielbiam słodko-gorzkie opowieści, w których z pozoru nie dzieje się nic, a tak naprawdę może się zdarzyć wszystko.




Film Dariusza Jabłońskiego jest adaptacją zbioru opowiadań Andrzeja Stasiuka "Opowieści galicyjskie". Akcja "Wina truskawkowego"  rozgrywa się w Beskidzie Niskim na pograniczu polsko-słowackim.  Młody policjant Andrzej (w tej roli Jiri Machacek), uciekając od wspomnień rodzinnej tragedii, przenosi się do Żłobisk - małej miejscowości, w której może ukryć się przed światem. Bohater szybko zaprzyjaźnia się z miejscowymi. Poznaje traktorzystę, wulkanizatora - ludzi, którzy wydają się niepotrzebni we współczesnym świecie. Ulega też wdziękom tajemniczej Słowaczki Lubicy (Zuzana Fialova), która jest obiektem westchnień połowy męskiej części społeczności. O akcji tego filmu nie trzeba mówić dużo, bo nie wątki są tu najważniejsze. To postaci, ich historie, magia miasteczka, które położone z dala od zgiełku współczesności żyje własnym rytmem. O swojej rodzinnej miejscowości Lubica mówi, że nie ma w niej młodych. Wyjechali do miasta, albo rodzą się starzy. W Żłobiskach jest podobnie. Lata, doświadczenia i przeżycia kształtują mieszkańców. 




"Wino truskawkowe" to klimatyczna opowieść o ludziach, ich wyborach i decyzjach, poszukiwaniu szczęścia, choćby się było już po drugiej stronie. Na klimat filmu składa się muzyka Michała Lorenca i zdjęcia Tomasza Michałowskiego. Idylliczne krajobrazy charakterystyczne są dla miejsca na ziemi, któremu obce są zdobycze techniki, ale nie brakuje w nim pełnokrwistych postaci i ich zachowań przesiąkniętych emocjami: zdrad, miłości, przyjaźni i zbrodni. Tam, gdzie człowiek oddala się od współczesnego świata, zbliża się do siebie i innych. Dobór aktorów, polskich i zagranicznych, pozwolił filmowi rozwinąć skrzydła. Jiri Machacek i Zuzana Fialova pokazują w filmie słowiańskie dusze, porywcze i pełne temperamentu, natomiast polscy aktorzy starszego pokolenia- Jerzy Radziwiłowicz, Marian Dziędziel, Marek Litewka i Lech Łotocki kreują swoje postaci z wielkim zaangażowaniem, dbając o ich wiarygodność. Są to postaci doświadczone przez życie, którym jednak nie brakuje wiary i sił oraz dobrego humoru, aby czasem nawet żartować ze swego położenia. 




Film Jabłońskiego nie zachwyca zwrotami akcji, nieprzewidywalnością wydarzeń, jednak snuta powoli opowieść pozwala na chwilę przenieść się w świat inny: realistyczny, a zarazem magiczny. Wino truskawkowe to nie wytrawny trunek z dobrego rocznika, tylko słodko-kwaśny napój, który jednym może nie smakować, ale dla innych może być kojący.





Wino truskawkowe 2007
reż. Dariusz Jabłoński
scen. Andrzej Stasiuk, Dariusz Jabłoński
wyst. Jiri Machacek, Zuzana Fialova, Marian Dziędziel, Cezary Kosiński, Maciej Stuhr



fot.kino.dlastudenta.pl, kinopodbaranami.pl, stopklatka.pl, film.gazeta.pl

poniedziałek, 18 lutego 2013

Casablanca



"Casablanca" to film, który wyprzedza "Przeminęło z wiatrem" w rankingach najlepszych melodramatów wszech czasów. W moim odczuciu tych filmów nie powinno się porównywać. Są zupełnie różne. Historia miłości Scarlett O'Hary i Rhetta Butlera jest prawie czterogodzinną opowieścią ukazaną z wielkim rozmachem, która zachwyciła mnie już w podstawówce. "Casablancę" obejrzałam kilka lat późnej, a po seansie skomentowałam ją słowami: "Spotkali się, porozmawiali i tyle". To prawda, film to nie epicka opowieść z wieloma wątkami i bohaterami. Akcja "Casablanki" to zaledwie jeden wieczór, jedna restauracja. Potrzebowałam kolejnych seansów i "obycia" ze starym kinem, by odkryć klasę tego filmu. Było warto.




"Casablanca" to historia Ricka, właściciela nocnego klubu w marokańskim mieście. Jego klienci to mieszane towarzystwo: naziści, uciekinierzy, przemytnicy, złodzieje, urzędnicy francuskiego Vichy. Pewnej nocy w lokalu pojawia Ilsa Lund i Victor Laszlo - czechosłowacki przywódca ruchu oporu i jego. Starają się kupić listy tranzytowe, które pozwoliłby im przedostać się do neutralnej Lizbony, a stamtąd do Ameryki. Owe listy posiada Rick, którego z Ilsą łączyło kiedyś uczucie.




Film jest naprawdę zachwycający. Uwielbiam przede wszystkim Humphreya Bogarta w roli Ricka. Aktor na pierwszy rzut oka nie wygląda jak typowy amant filmowy. Na drugi z resztą też nie, ale jak to się mówi, ma coś w oczach i jest niesamowicie charyzmatyczny. Film uczynił z Humphreya prawdziwą gwiazdę i ugruntował jego pozycję, wypracowaną już wcześniej rolami w filmach noir. Kolejna sprawa to dopracowane, nienaganne dialogi, które decydują o mistrzostwie "Casablanki". Here's looking at you, kid, Play it, Sam, We'll always have Paris - te filmowe kwestie znalazły się na liście 100 najlepszych cytatów według Amerykańskiego Instytutu Filmowego. W rankingach wydanych z okazji stulecia filmu znalazła się też piosenka "As times goes by". Mało brakowało, żeby utwór w ogóle nie znalazł się w filmie. Chciano zastąpić go oryginalną, skomponowaną do filmu piosenką. Dodatkowych zdjęć jednak nie nakręcono i "As time goes by" stało się jedną z najsławniejszych filmowych melodii miłosnych.




Chce usprawiedliwić swoje słowa na temat filmu: "porozmawiali i tyle". Wtedy tak mi się wydawało, bo przez miano  melodramatu wszech czasów spodziewałam się widowiska właśnie w stylu "Przeminęło z wiatrem". "Casablanca" to jednak bardzo "kameralny" film oparty przede wszystkim na dialogach (i to jakich) i wspaniałym aktorstwie. To decyduje o klasie tego filmu.




P.S. We wrocławskiej restauracji "Casablanca" wisi plakat przedstawiający Ricka i Ilsę przy pianinie, a wśród gości siedzących przy stolikach można rozpoznać m.in. Vivien Leigh, Jamesa Dean'a czy Franka Sinatrę. Jeśli ktoś wie, gdzie można nabyć taki obrazek to proszę o wiadomość :).






Casablanca 1942
reż. Michael Curtiz
scen. Casey Robinson, Julius J. Epstein, Philip G. Epstein, Howard Koch
wyst. Humphrey Bogart, Ingrid Bergman, Paul Henreid, Peter Lorre




fot. listal.com

piątek, 25 stycznia 2013

Wes Anderson



Dziś przedstawiam sylwetkę współczesnego reżysera, w którym zakochałam się bezgranicznie. Konsekwentnie kreuje własny filmowy świat, jego scenariusze dopracowane są w najmniejszym szczególe, scenografia utrzymana w stylu retro, bohaterowie to dziwacy z absurdalnym poczuciem humoru. Panie i Panowie, Wes Anderson!




Wes Anderson urodził się 1 maja 1969 roku w Huston. Studiował na Uniwersytecie w Teksasie, gdzie poznał Owena Wilsona. Ich wspólnym dziełem był film krótkometrażowy "Bottle Rocket" z Owenem i Lukiem Wilsonami w rolach głównych. Film został ciepło przyjęty na festiwalu Sundance i wkrótce potem Anderson nakręcił jego pełnometrażową wersję znaną w Polsce jako "Trzech facetów z Teksasu". Film nie był sukcesem kasowym, ale zapewnił reżyserowi rozgłos i pozwolił na szybki rozwój kariery. Od tego czasu reżyser kręci film raz na dwa, trzy lata. Jest autorem "Rushmore", "Genialnego klanu", "Podwodnego życia ze Stevem Zissou", "Pociągu do Darjeeling", "Fantastycznego Pana Lisa" i "Kochanków z Księżyca".




Wyjątkowość Wesa Andersona polega na tym, że pozostaje wierny własnemu stylowi, który dojrzewa z każdym jego filmem. Wiemy czego spodziewać się po Andersonie, a jednak zawsze nas zaskoczy. Jego filmy można zakwalifikować gdzieś pomiędzy gorzką komedią, a dramatem. Niby smutno, a śmiesznie, niby zabawnie, ale z nutą goryczy. Bohaterowie jego filmów to ekscentrycy, ludzie dziwnych zawodów i zwyczajów, ale nie można odmówić im autentyczności. Uwielbiam też styl grania aktorów u Andersona (z reżyserem często współpracują Bill Murray, Owen Wilson, Anjelica Huston czy Jason Schwartzman). Żadnych wybuchów złości, namiętności, miłosnych uniesień, niekontrolowanego śmiechu czy głupich żartów. Poważna mina i poważne rozmowy. Nie oznacza to, że u Andersona nie ma emocji. Jest ich sporo, czasem ukryte i tłumione, ale zawsze prawdziwe. Bohaterowie kochają, nienawidzą, cierpią i wybaczają, ale nigdy na pokaz. W filmach Wesa Andersona ważne są też kostiumy i scenografia  dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Pokoje, kuchnie, łazienki, namioty, podwodne statki i pociągi, koszule, marynarki, okulary i walizki - wszytko fantazyjne, trochę staromodne, trochę jak sam Anderson.







Filmy Wesa Andersona, które polecam:

  • "Genialny klan" (2001)


Mój ulubiony film i kwintesencja stylu reżysera. Historia rodziny geniuszy. Kilkanaście lat po opuszczeniu rodziny Royal Tenenbaum wraca do domu, aby pogodzić się z żoną i dziećmi oraz rozliczyć z przeszłością.


  • "Pociąg do Darjeeling" (2007) 

Trzej bracia po śmierci ojca wybierają się w podróż, by odbudować rodzinne więzi i spotkać się z matką, która rozpoczęła nowe życie w indyjskim klasztorze. Opowieść pełna kolorów i krajobrazów Indii. Historię uzupełnia krótkometrażówka "Hotel Chevalier".


  • "Fantastyczny Pan Lis" (2009)

Animacja od Andersona! Wszystkie charakterystyczne cechy twórczości reżysera zebrane w opowieści o lisie, który zanim zdecyduje się porzucić życie złodzieja kur planuje wykonać ostatni skok. Wspaniały dubbing z Georgem Clooney'em i Meryl Streep w rolach głównych.







fot. listal.com

niedziela, 20 stycznia 2013

Django



"Django" pretenduje do mojego ulubionego filmu roku i naprawdę nie szkodzi, że jest to pierwszy film, który widziałam w kinie w 2013. Mój kinowy sezon zaczął się rewelacyjnie i aż nie mogę się doczekać co będzie dalej! 




"Django" to historia niewolnika, który zostaje wykupiony i staje się wolnym człowiekiem dzięki dentyście - doktorowi Schultzowi, który bynajmniej nie zajmuje się leczeniem zębów. Schultz zmienił profesję i jako łowca nagród przemierza Południe w poszukiwaniu złoczyńców. Django ma pomóc w wytropieniu swoich dawnych "pracodawców". Współpraca zamienia się w przyjaźń i wkrótce Django i dr. Schultz wyruszają odnaleźć żonę tego pierwszego, która służy na plantacji Calvina Candy.




Wierzcie mi, film jest o wiele ciekawszy niż mogłoby się wydawać po przeczytaniu opisu. Owszem, konwencja jest jak najbardziej westernowa. Jest Dobry, Zły i Brzydki, i czasem nie wiadomo jaki kto jest (Brzydki to już kwestia gustu :). Nie obeszło się też bez typowych saloonów, nauki strzelania i przemierzania prerii. "Django" to pastisz, ale przede wszystkim hołd złożony gatunkowi. Dbałość o szczegóły, kostiumy i klimat Południa Ameryki przed Wojną Secesyjną jest imponująca. Tarantino po raz kolejny rozlicza się z historią w swoim stylu. Nie ma tu utartych schematów, do których przywykliśmy. Jest za to humor, dobre dialogi, przepiękne zdjęcia i wspaniała muzyka. Same ochy i achy, ale wierzcie - naprawdę tak jest! Służące nakrywające do stołu, krew tryskająca na pole bawełny, napisy wprowadzające do filmu jak w "Przeminęło z wiatrem" - szczegóły mnie zachwycały.




"Django" to przede wszystkim aktorstwo na najwyższym poziomie. Film powinien dostać nagrodę za najlepszą obsadę filmową. Waltz i DiCaprio wręcz pojedynkują się na rolę i obaj wychodzą z tej konfrontacji zwycięsko. Tarantino już po raz drugi zaufał Christophowi Waltzowi i z pewnością nie żałuje. Aktor jest ozdobą jego filmów. Za "Bękarty wojny" zgarnął wszystkie najważniejsze nagrody,a Złoty Glob za "Django" już zdobi jego kolekcję. Jeśli mowa o aktorach to warto zwrócić uwagę na scenę, w której tytułowy bohater przedstawia się i literuje swoje imię. Zwraca się wtedy do postaci granej przez Franco Nero, który w 1966 wcielał się w postać Django w klasycznym spagetti westernie. Małe mrugnięcie okiem do widza. Po parę dodatkowych ciekawostek z planu odsyłam do wywiadu Jamie Foxx'a w programie Ellen DeGeneres.










Quentin Tarantino mówi, że swoim najnowszym filmem starał się wytoczyć nowy szlak wśród opowieści o niewolnictwie w Ameryce. Trzeba przyznać, że jego podejście jest nowatorskie. Reżyser przyznał też, że nie miał zamiaru robić filmu o zemście, ani tym bardziej komedii o niewolnikach. Mamy więc dramat utrzymany w konwencji spagetti westernu z elementami komediowymi. Nie? Niech każdy osądzi sam, ale ja tą wybuchową mieszankę mogę polecić z czystym sumieniem.





Django (Django Unchained) 2012
reż. Quentin Tarantino
scen. Quentin Tarantino
wyst. Jamie Foxx, Christoph Waltz, Leonardo DiCaprio, Samuel L. Jackson, Kerry Washington





fot. listal.com

środa, 5 grudnia 2012

Śpiewając w deszczu


"Deszczowa piosenka" to mój ulubiony film. Ulubiony, ukochany, cudowny, wspaniały za każdym razem. Pierwszy raz widziałam go stosunkowo niedawno. Poznałam go dzięki mojej kuzynce. Myślę, że od tego filmu zaczęła się moja fascynacja starymi musicalami i starymi filmami w ogóle. Jeśli komuś nie spodoba się "Deszczowa piosenka" to chyba nie ma co liczyć, że jakiś musical go zachwyci. Oczywiście chodzi to przede wszystkim o musicale lat 40. i 50. pełne radosnych piosenek i stepowania. Tego w "Deszczowej piosence" nie brakuje.



Film opowiada historię gwiazdy kina niemego Dona Lockwooda (Gene Kelly). Don i jego ekranowa partnerka Lina Lamont stanowią najgorętszą parę kina i są niezawodną receptą na sukces każdego filmu. Sytuacja ta zmienia się niespodziewanie wraz z wprowadzeniem dźwięku, gdy okazuje się, że panna Lamont nie do końca odnajduje się w nowej roli.




Film zachwyca musicalowymi aranżacjami. Chyba nie ma osoby, która chociaż raz pod nosem nie nuciłaby przeboju "Singin' in the rain". Zdaję sobie sprawę, że większość osób kojarzy go przede wszystkim z reklam. Ostatnio kolejna piosenka z filmu ("Good morning") pojawiła się w telewizji w spocie o...parówkach! Dość już może o reklamach, bo wierzcie mi, piosenki w "Deszczowej piosence" brzmią  o niebo lepiej :). Uwielbiam Gene'a Kelly'ego, który pokazuje, że stepowanie to nie tylko kilka nudnych kroków. Jego głos, mimika i zawadiacki uśmiech doskonale pasują do filmowego amanta, w którego się wciela. Film jest zabawny, uroczy i idealny na mroźne popołudnie.




Deszczowa piosenka (Singing' in the Rain) 1952
reż. Stanley Donen, Gene Kelly
scen. Betthy Comden, Adolph Green
wyst. Gene Kelly, Donald O'Connor, Debbie Reynolds, Jean Hagen


fot. listal.com

czwartek, 29 listopada 2012

Dustin Hoffman


Pierwszy aktor, którego sylwetkę chcę przybliżyć to Dustin Hoffman, jeden z moich ulubionych artystów. Cenię go przede wszystkim za to, że pozostaje wiarygodny w każdej roli oraz za wielki urok osobisty, dzięki któremu po prostu przyjemnie się go ogląda.




Dustin Hoffman urodził się 8 sierpnia 1937 roku w Los Angeles. Uczęszczał do college'u w Santa Monica, gdzie zainteresował się teatrem. Uczelni nie ukończył, ale z grania nie zrezygnował. Na początku kariery występował w Pasadena Playhouse, gdzie zaprzyjaźnił się z Gene'em Hackmanem. Role teatralne i występy w reklamach doprowadziły go do telewizji i filmu. 




W 1967 dostał pierwszą główną rolę w "Absolwencie". Film od razu uczynił go gwiazdą i przyniósł nominację do Oscara. Hoffman zawarł w swojej roli kwintesencję cech tamtego pokolenia i stał się ucieleśnieniem naiwnego idealisty. Okres największej popularności aktora trwał prawie 20 lat i wśród najważniejszych filmów, w których wtedy zagrał wymienia się dzieła takie jak "Nocny Kowboj", "Nędzne psy", "Wszyscy ludzie prezydenta", "Maratończyk", "Sprawa Kramerów" czy wreszcie film "Rain Man".





Dustin Hoffman rolą w "Absolwencie" wdarł się do czołówki hollywoodzkich aktorów i pozostaje w niej do dnia dzisiejszego. Wystąpił w ponad 50 filmach. Tworzy różnorodne kreacje i wspaniale odnajduje się zarówno w dramatach, jak i komediach.



Filmy z Dustinem Hoffmanem, które polecam:

  • "Absolwent" 1967

Film, od którego zaczęła się kariera Hoffmana. Opowiada o młodym człowieku, który wraca do domu po skończeniu studiów i nie za bardzo wie co ma zrobić ze swoim życiem. Wdaje się więc w romans z przyjaciółką rodziców, charyzmatyczną Panią Robinson. Rola Benjamina Braddocka przyniosła Hoffmanowi Złoty Glob i nagrodę BAFTA oraz nominację do Oscara. Wielką zaletą filmu są zdjęcia i przede wszystkim wspaniała muzyka w wykonaniu duetu Simon & Garfunkel.



  • "Tootsie" 1982

Tym razem komedia, w której Hoffman wciela się w bezrobotnego aktora Michaela Dorseya. Zdesperowany mężczyzna idzie na casting w kobiecym przebraniu i dostaje rolę. Wkrótce staje się gwiazdą jako Dorothy Michaels. Kolejny Złoty Glob i BAFTA (za rolę męską:)


  • "Rain Man" 1988

Młody biznesmen po śmierci ojca dowiaduje się, że ma brata, który cierpi na autyzm. Genialna rola Hoffmana, któremu na ekranie partneruje młody Tom Cruise. To chyba moją ulubiona kreacja Dustina. Mistrzostwo! Zasłużony Oscar i kolejny Złoty Glob.



Dorobek filmowy Dustina Hoffmana jest naprawdę imponujący. Stworzył wspaniałe kreacje, które na stałe zapisały się w historii kina. Mam tu na myśli przede wszystkim "Rain Mana" i "Absolwenta", ale nie zapominam o innych, równie ciekawych rolach. Poza tym jest jeszcze sporo filmów, których (jestem pewna) przyjemność oglądania jeszcze przede mną!



fot. listal.com

sobota, 10 listopada 2012

Klasyk nad klasykami



"Przeminęło z wiatrem" to najsłynniejszy melodramat w historii kina. Nie ma chyba osoby, która nie słyszała o tym filmie. Nie uważam, że trzeba go koniecznie znać, bo prawie czterogodzinna opowieść o miłości w czasach wojny secesyjnej nie każdemu może przypaść do gustu. Niemniej jednak dla osób interesujących się dawnym kinem to pozycja obowiązkowa. 


Scenariusz do "Przeminęło z wiatrem" powstał na podstawie powieści Margaret Mitchell wydanej w 1936 roku. Prawa do ekranizacji powieści niemal natychmiast nabył słynny hollywoodzki producent David O. Selznik. Za scenariusz odpowiedzialnych było wiele osób, wymienia się tu m.in. Sydneya Howarda i Bena Hechta. Początkowo reżyserią zajął się George Cukor, producent zastąpił go później Victorem Flemingiem. Co ciekawe,  ta zmiana reżysera i przeróbki scenariusza "Przeminęło z wiatrem" są tematem sztuki teatralnej Rona Hutchinsona "Moonlight and Magnolias". Polski tytuł to "Księżyc i Magnolie", a sztukę można było zobaczyć jakiś czas temu u Teatrze Telewizji. Sam Wood jest kolejną osobą, która była odpowiedzialna za reżyserowanie melodramatu. Okresowo zastąpił on Fleminga.


"Przeminęło z wiatrem" to melodramat historyczny, którego akcja zaczyna się na krótko przed wybuchem wojny secesyjnej. Scarlett O' Hara to córka bogatego plantatora z Południa. Zawsze otoczona wianuszkiem adoratorów, rozpieszczona, uwielbiająca bale Scarlett jest zakochana bez wzajemności. Obiektem jej westchnień jest Ashley Wilkes. Ten jednak planuje ślub z kuzynką Melanią. Wtedy w życiu Scarlett pojawia się tajemniczy Rhett Butler. Wybucha wojna, która wszystko zmienia.



Opis brzmi trochę jak ckliwy melodramat. Nie do końca jednak oceniam "Przeminęło z wiatrem" w ten sposób. Owszem, typowych elementów nie brakuje: niespełnione miłości, nieudane małżeństwa, a nawet śmierć. Z drugiej strony wspaniale ogląda się mieszankę charakterów głównych bohaterów: wspaniałomyślna Melania, szlachetny Ashley, tajemniczy Rhett czy w końcu odważna, uparta Scarlett. Czy jest ona bohaterką pozytywną? Zostawiam to każdemu do własnej oceny. Jedno jest pewne, cech takich jak wytrwałość w dążeniu do celu czy silna wola można jej pozazdrościć. 



"Przeminęło z wiatrem" ukazuje upadek Starego Południa. Miejsca, które było ostoją wartości, moralności i ideałów. "Patrz uważnie. To historyczna chwila. Powiesz wnukom, że widziałaś jak Południe zniknęło przez noc"- te słowa Rhett kieruje do Scarlett, gdy uciekają z płonącej Atlanty. Ludzie z Południa sprzeciwiają się wyzwoleniu niewolników, walczą o utrzymanie starego porządku, o swoją ziemię i ideały. "Ziemia jest jedyną rzeczą na świecie, dla której warto pracować. Za którą warto walczyć i umierać, ponieważ ona jest jedyną rzeczą, która trwa".


"Przeminęło z wiatrem" to jeden z najbardziej kasowych filmów w dziejach kina. Odniósł też w spory sukces artystyczny. Był nominowany do Oscara w 13 kategoriach i zdobył 8 statuetek, m.in. za najlepszy film, główną rolę żeńską oraz rolę drugoplanową. Oscara w tej kategorii otrzymała Hattie McDaniel, która była pierwszą czarnoskórą aktorką uhonorowaną statuetką Akademii. Viven Leigh, nieznana wtedy w Ameryce brytyjska aktorka ubiegając się o rolę pokonała m.in. Katherine Hepburn, Barbarę Stanwyck czy Joan Crawford. Wyższość Clarka Gable w staraniach do roli Rhetta musieli uznać Errol Flynn czy Gary Cooper.






Przeminęło z wiatrem (Gone with the wind) 1939
reż.  Victor Fleming, George Cukor, Sam Wood
scen. Sidney Howard, Ben Hecht
wyst. Vivien Leigh, Clark Gable, Leslie Howard, Olivia de Havilland, Hattie McDaniel



fot. doctormacro.com
cytaty pochodzą z filmu "Przeminęło z wiatrem"